-
Pamiętasz, jak w czasie salsoteki w Stofie podszedł do Halszki taki
jeden młody i patrząc mętnym wzrokiem, jak szalejemy z Albą w dziesięć
par w rytmie merengue zapytał dramatycznie
" ...kurna, o co tu chodzi? Jakie wy macie prochy?"....
-
Tak, pamiętam. Dziwią się nieraz ludzie, że tak wszyscy razem się
dobrze bawimy. Często rodzą nam się spontanicznie różne wspólne układy,
kółka i wężyki. Czasem jest tak, że ktoś zaczyna jakiś krok, ktoś
inny się dołącza i po chwili cały parkiet w tym samym rytmie... Super
wrażenie.
-
Też to lubię... Taką energię można wtedy poczuć... i jeszcze
poczucie, że w tym jest prawdziwa harmonia...
-
Nie jest łatwo nazywać to wszystko, co można dzięki tańcu odczuć,
poznać..
-
Zwłaszcza, że samo pojęcie ‘taniec’ jest pojemne i może
znaczyć różne rzeczy..
-
I służyć może różnym potrzebom...
-
Można tańczyć bo się lubi ruch ciała, bo otwarcie się na muzykę
i zgodny rytm sprawia radość, bo w ten sposób można swobodnie wyrazić
siebie, bo się lubi spotykać w tym doświadczeniu z innymi ludźmi..
-
Można też opanowywać wyrafinowane techniki, kroki i figury i
czerpać z ich wykonywania satysfakcję...
-
Można tańczyć, żeby wyrabiać kondycję, wręcz dla zdrowia.
Znamy nawet takich światłych lekarzy, od których znękany różnymi
dolegliwościami i nieskutecznością lekarstw pacjent może usłyszeć
„Pani musi tańczyć”
-
Znamy - mogę powiedzieć, szczęście, że znamy. Wiedzą, co robią
przepisując takie lekarstwo. To działa!
-
Można też królować na parkiecie, żeby wszyscy inni mogli
podziwiać...
-
Pewnie jeszcze długo można taką wyliczankę prowadzić. Każdy dla
siebie może z tańca coś dla siebie wziąć... Przecież wiadomo, że może
być zwykłą rozrywką i ścieżką duchową...
-
Tak, to takie poważne i całkiem niepoważne zajęcie...
-
I jak się raz zacznie...
-
To ciągle odkrywa się coś nowego
-
Nowy ruch w ciele
-
Z każdym poznanym rytmem nowy świat...
-
Dla mnie ważne było doświadczenie, że taniec jest we mnie... że
najważniejsze to wpuścić muzykę w siebie i pozwolić, żeby ciało
zarezonowało... Nauka tańca okazała się przede wszystkim nauką
odpuszczania, rozluźniania... Jestem przekonana, że każdy potrafi tańczyć.
Ba, mam tego dowody! Przestać myśleć, że się nie umie, odnaleźć radość
w czuciu ruchu swojego ciała – i już. Zwłaszcza jak się dzieli
taki pogląd, że ten umie tańczyć, kto się tańcem umie cieszyć, że
technika, kroki i figury nie muszą być ważne.
Że ważne jest spotkanie z muzyką, sobą i tymi, którzy z nami tańczą...
-
I jak się samemu takie doświadczenia zyskało, to się chce z
innymi je dzielić.
-
To dlatego mamy tę stronę, prawda? I tak nas cieszą nasze ćwiczenia
w poniedziałki, imprezy w Sobótce, salsoteki w „Masce”...
-
To co? Oby tak dalej Siostra?
-
Tak, tańczmy.... (2004)